Ostatnio coraz częściej chodzi mi po głowie kanał na YT, na którym mógłbym się wygadać o tych wszystkich fajnych grach, które #nikogo (wiecie, Trailsiki, Yakuzy, Fire Emblem itp.) i chyba potrzebuję banieczkowego hivemindu żeby mi uświadomił, jak bardzo zły jest to pomysł 😁
Zakola są okej, dasz radę! 😁
Ja, kiedy gram w Fallouta:
Niestety, mam nedobre novinky dla fanów Trailsów i Klubu TITS - wygląda na to, że Trails in the Sky the 2nd NIE dostanie fizycznej edycji ze steelbookiem tak, jak pierwsze Trailsy.
Czy to znaczy, że nie będzie w ogóle pudełkowej wersji w EU, nie wiem, ale na pewno nie od CRG.😶
Walka z dwoma bracerkami w Trails to Azure to jest CHORY difficulty spike - Rozdział 12 z Yakuza: Like a Dragon się chowa.
Absolutnie NIE znoszę, gdy gry robią takie rzeczy, zupełnie jakby twórcy chcieli nas czasem trochę wkurzyć.
Po kilku dniach odcinki, dzięki antybiotykom powoli wracam do żywych i wchodzę w ten moment choroby, kiedy doceniam podwójnie, że mam Switcha.
Tylko tę baterię to serio mógłby mieć większą…
Kiedyś to były czasy, dziś już nie ma 🙃
Czego się nie robi dla Trailsików, c’nie 🥰
Nie ma się czego bać - owszem, historia potrafi rozkręcać się dłuższą chwilę, ale same gry są raczej dość zwarte.
Najlepiej zagraj w demko, to sam prolog i nawet ok 7-8 godzin grania, jeśli liżesz ściany; dość, żeby sprawdzić, czy siedzi.
Od czego najłatwiej zacząć? To jest taka seria, że najlepiej ogrywać ją po kolei, w najgorszym razie całymi Arcami, bo razie traci się masę świetnych nawiązań, a niektóre wątki są nieczytelne.
Ja polecam na początek remake Trails in the Sky.Tym bardziej, że ma syte demko na wszystkich platformach.
Do tego w tych grach jest cała masa bohaterów, których bardzo łatwo polubić, a przez to że akcja lubi sobie czasem zwolnić, mamy możliwość oglądania ich w codziennym życiu, a nie tylko Epickich Misjach Ratowania Świata (np. w Trails from Zero jako krawężnik z SSS wlepiasz mandaty za złe parkowanie).
Gra ma też bardzo przyjemne mechaniki. Już klasyczne Trailsy to bardzo rzetelny, turowy jRPG, a nowsze części i remake Trails in the Sky to mleko z miodem, łączące walkę w turach i real-time tak, że Ekspedycje się chowają - serio.
Do tego to wszystko łączy się w taki sposób, że praktycznie na każdym kroku masz nawiązania, wątki i postaci, które odnoszą się do całej sagi - i to wszystko jest w 100% spójne, bez nieścisłości, retconów czy innych problemów, które często charakteryzują tasiemcowe sagi RPG.
Co jest takiego dobrego w Trailsach? Przede wszystkim niesamowity worldbuilding. Serio, to jest totalny peak gatunku. Każda gra z osobna potrafi opowiadać historie w taki sposób, że autentycznie czujesz się tego częścią, a nie jakimś obcym elementem, wokół którego zakrzywia się lore.
- Erebonia Arc czyli seria Cold Steel, gdzie bohaterem jest Rean Schwarzer i kadeci akademii wojskowej;
- Calvard Arc: oba Trails through Daybreak i najnowsze Trails Beyond The Horizon;
- dodatkowo jest Trails into Reverie, które jest w pewnym sensie grą-pomostem, łączącą wątki z różnych Arców.
Trailsy dzielą się na podserie (Arc), te główne to:
- Liberl Arc: seria Trails in the Sky opowiadająca historię bracerów Joshuy i Estelle;
- Crossbell Arc: Zero i Azure, które dzieją się w niezależnym mieście Crossbell, a bohaterami są policjanci ze Special Support Section;
Całość dzieje się na kontynencie, który nazywa się Zemuria, a poszczególne części opowiadają wydarzenia z perspektywy różnych bohaterów z różnych krajów. Tu jest dokładna lista jak to chronologiczne wygląda:
O PANIE, trudne się wylosowało 😁 Ale po kolei:
- do czego to można porównać? W zasadzie… do niczego, bo przeważnie tego typu tasiemce jRPG są tylko luźno powiązane (patrz: Final Fantasy), a Trailsy to jedna spójna historia budowana w tym samym świecie od 20+ lat, w 13 kolejnych grach.
Zacząłem ostatnio grać w FFVII Rebirth i stwierdzam, że jest przytłaczająco ogromna.
Łapanie chocobo. Wyścigi chocobo. Granie w berka z mooglami. Wieże, artefakty, opcjonalne walki i questy. Zadania poboczne.
Po 7h praktycznie nie ruszyłem fabuły.
Są takie dni, że jedyne co można po nich zrobić, to odpalić comfort gierkę. A dla mnie to są ostatnio Trailsy.
Dwa dni wytrzymałem po skończeniu Zero i cyk, jedziemy dalej z Crossbell Arc: Trails to Azure.
…czuję się jakbym znów odpalił Zero, bo gra wygląda identycznie.
Ten moment bawi tak samo niezależnie od tego, ile razy go ogrywam 😎
Absolutnie uwielbiam Pancerze Wspomagane w Falloucie 4. To nie są „zwykłe” zbroje, tylko cholerne, dwunożne czołgi na energię atomową.
Czuć moc i potęgę, jakbym był Iron Manem.
Właśnie wypuściliśmy Fallouta 4 na Switcha 2 - do wyboru z trybem 30, 60, a opcjonalnie też 40Hz (i tylu klatek).
Odpaliłem go i jestem w szoku, bo wygląda i działa lepiej niż na moim wtedy-dość-średnim PC na premierę. I gram na kanapie! ❤️
(Zgrywane z handhelda.)
O rany, P4G to moja ukochana Persona, więc ciężkie działa wytoczyłas… a tu jeszcze Trails to Azure przede mną.
Jakie to jest super fajne, tak śledzić ten rozwój serii gierka po gierce.
Nie ma innych gier, są tylko Trailsy. I czasem jeszcze Yakuza.
Grajcie! 🥰
Zastanawiałem się, jak po remake’u 1st Chapter siądą mi klasyczne Trailsy… 57 godzin później nie mogę się doczekać, aż odpalę kolejną część.
Świetnie się to zestarzało, zwłaszcza na Switchu 2: świat jest piękny, postaci kochane, a całość wciąga jak bagno.
GRAJCIE W TRAILSY 🥰
Aż takie dobre? 🥰
PS. Crossbell Arc też polecam ^^
WTEM!
Cocademon jak żywy w Trails from Zero 😁
Jeśli ktoś przypadkiem gra w Trailsy na Switchu, to w eShopie promka na wszystkie gry z serii - ja polecam, Klub TITS czeka na was!
I głośno myślę, czy brać Trails to Azure, bo pudło to teraz minimum 260 złotych…